sobota, 12 listopada 2016

Krótka notka

Witam was. Nie wiem zupełnie co wam powiedzieć. Napisałam przed chwilą krótki wpis o zduszeniu pasji i chce wam go dać. Może kilku osobom z was otworzą się oczy. Nie wiem kiedy wrócę z dłuższym postem. Wybaczcie!

Jprd czy nikt nie ogarnia tego że człowiek mając pasje nie może jej stracić. Ona jest jego częścią gdy ktoś zdusi pasje to tak jakby zabił część człowieka. Wtedy ta osoba zmieni się i to bardzo. Nie będzie taka sama bo zabrano jej część siebie. Będzie odczuwać pustkę która zacznie wyżerać ją od środka. Napewno tego chcesz?
Przywrócenie komuś pasji jest bardzo trudne i nie wiadomo czy się uda a ty na własne życzenie zmienisz ukochaną osobę i gwarantuje ci że na gorsze, bo człowiek tracący pasje traci część duszy i przez to staje się w części pusty, smutny,nijaki. Zastanów się więc dobrze czy chcesz odebrać komuś pasje?! Chcesz zabrać, zabić część osoby?
JA BYM NIE CHCIAŁA!!!

czwartek, 3 listopada 2016

Odrzucenie - to boli...

           Przepraszam was na początku za to, że dopiero dzisiaj będzie post, ale sami wiecie jak to jest jak jest jakieś święto, a poza tym jestem strasznie chora i zwyczajnie brak mi sił, aby cokolwiek robić. Dzisiaj jednak mi się udało i myślę, że w weekend pojawi się kolejny post może tym razem opowiadanie :) 
            Dobra nie będę się już tłumaczyć, mam nadzieję,zrozumieliście i nie gniewacie się. Temat jaki dzisiaj nasunął mi się na myśl, może nie jest tak ściśle określony, ale dręczy mnie to od jakiegoś czasu. Mianowicie chodzi mi o że mnie odrzucenie. Smutny i drażliwy temat, ale nie można go pomijać. Myślę, że każdy w swoim życiu spotkał się z tym zjawiskiem. Nie jest to przykre i dlatego chciałabym powiedzieć kilka słów o moich doświadczeniach no i udzielić rad jakie powinno się stosować. No dobra to pora zacząć (obym tylko nie zaczęła płakać, bo będzie za dużo błędów).
W poprzednich postach pisałam już o moich problemach w gimnazjum i tam spotkałam się z odrzuceniem przez wiele osób. Zwłaszcza tych, których miałam za przyjaciół. Ostatnio w dodatku przypomniało mi się coś z końca wakacji. Z wszystkich tych osób, co sprawiły że tyle wycierpiałam przeprosiła mnie tylko jedna dziewczyna. Nie spodziewałam się tego, ale było to miłe i trochę uspokoiło moje zszargane nerwy. Wybaczyłam jej, ale nie miałam zamiaru wracać do przyjaźni. Nie chciałam po prostu drugi raz przeżyć tego samego. Może akurat tamtego dnia w wakacje ja odrzuciłam ją, ale jakoś nie przejęłam się tym za bardzo. Chyba po prostu stało mi się już obojętne, co one będą myśleć. 
Myślę, że odrzucenie ma wpływ na każdego z nas w jakiś sposób. Jednych to obleci i nie przejmą się tym, inni (tacy jak ja) będą strasznie cierpieć i płakać. Nie daj Bóg sięgną po żyletkę! Nie wolno tego robić! Ja wiem jak bardzo to boli, jak serce wtedy krzyczy, a głowa chce wybuchnąć, zwłaszcza gdy stanie się to od strony najbliższych nam osób. Nie rozumiem takiego zachowania, ale są przypadki gdy można to wybaczyć. Kiedy naprawdę ktoś po prostu nie mógł z nami rozmawiać, musiał wyjechać czy stało się coś co przewróciło jego świat do góry nogami no to wiadomo, że wtedy może nasz odrzucić ale nie specjalnie. Po prostu akurat w tamtym czasie no nie mogła być przy nas, bo działo się w jej życiu coś bardzo ważnego. Wtedy możemy to wybaczyć, bo to nie jest takie odrzucenie celowe. Zaś właśnie gdy pojawi się to celowe, gdy zacznie nas ktoś olewać, rozmawiać z nami tylko gdy będzie coś chciał, nie będzie go przy nas w trudnych chwilach, gdy będzie przerywał nam non stop gdy mówimy coś dla nas ważnego lub gdy w ogóle nie będzie nas słuchał to znaczy, że nie obchodzimy go i po prostu ma nas gdzieś. Ja wiem, że to zaboli i że wiele osób udaję,że tak nie jest, aby tylko nie dopuścić do siebie prawdy i nie musieć cierpieć. Chociaż właśnie przez to oszukiwanie samej siebie cierpi się jeszcze bardziej. Kiedy widzimy, że dzieje się coś takiego to powinniśmy po prostu porozmawiać z tą osobą, a jeżeli to nie podziała to zadać sobie pytanie : Czy to wszystko ma w ogóle sens? Czy jest po co zadawać się z tą osobą skoro i tak ma nas w dupie? Nie lepiej zerwać z nią kontakty i poszukać kogoś dla kogo będziemy naprawdę ważni? Zastanówcie się i odpowiedzcie sobie na to pytanie sami i szczerze z własnym sercem!
 No i zostało mi udzielić wam kilku wskazówek, mam nadzieję, że przydatnych:
 - Po pierwsze pamiętajcie o tych pytaniach i zadajcie je sobie jeżeli dzieję się w waszej przyjaźni/związku coś złego. One mogą okazać się bardzo przydatne.
- Po drugie lepiej będzie szybciej otworzyć oczy i zerwać kontakt niż ciągnąć to i jeszcze bardziej cierpieć.
- Po trzecie to odrzucenie może nas czegoś nauczyć i będziemy bardziej ostrożni. Niestety może też nieźle zniszczyć naszą psychikę...
Nie wiem właściwie jakich jeszcze rad mogę wam udzielić w tym temacie, bo jest on ciężki. Mam nadzieję, jednak że chociaż troszeczkę wam rozjaśniłam sprawę i że skomentujecie ten post, wybraźcie swoją opinie i może sami udzielicie jakiś rad. Czekam na to bardzo chętnie i do zobaczenia :*
PS. Życzę wam wszystkiego najlepszego i jak najmniej bólu :*
Do zobaczenia przy kolejnym poście 
                                                                                    -Agata



niedziela, 23 października 2016

Miłość w trudnych czasach


No cóż miałam trochę inny plan na dzisiejszy post, ale naszedł mnie pomysł na opowiadanie i dlatego pojawia się ono tutaj. Szczerze? Pomysł mi przyszedł oglądając Top Model. Tak to dziwne, ale gwarantuje, że to nie będzie nic o modelkach. Również zaznaczam od razu, że postacie, które tutaj się pojawią są zupełnie fikcyjne. Nie wiem może żyły takie osoby w tamtym czasie, ale ja o nich nie piszę. To najzwyczajniej w świecie moja fikcja  z dodatkiem historii ważnej dla naszego kraju ( bynajmniej tak uważam ja). No dobra nie przedłużam już i zaczynamy!
                                                        ******
       Kiedy w 1939r. Niemcy zaatakowali nasz kraj miałam szesnaście lat i właśnie szykowałam się na rozpoczęcie roku w szkole. Niestety nie doszło do niego. Gdy mama zamiast wysłać mnie na autobus kazała spakować najpotrzebniejsze rzeczy, od razu wiedziałam, że dzieję się coś złego. Nie ukrywała tego przede mną : zaczęła się druga wojna światowa. Na początku chciałam zostać w domu, ale mieszkaliśmy w Gdańsku, więc bardzo blisko walki z Niemcami, którzy zaatakowali Westerplatte. Dla dobra mojej młodszej siostry, która miała tylko osiem lat zgodziłam się i wyjechaliśmy niemal od razu. Siedząc w samochodzie widziałam mnóstwo ludzi, którzy w pośpiechu wchodzili i wychodzili z domów. Dzieci płakały, nie wiedząc co się dzieje, a mężczyźni ubierali mundury, żegnali swoje żony z myślą, że zapewne już ich nie zobaczą nigdy więcej, po czym wsiadali do wojskowych aut i odjeżdżali. Strasznie ciężko było mi to oglądać. Mama prowadziła i była bardzo zdenerwowana. Widziałam jak z trudem powstrzymuje łzy. Mój tata również wyruszył na front z samego rana. Nie zdążyłam nawet się z nim pożegnać i nie wiedziałam, czy jeszcze kiedyś go zobaczę. Będę mogła go przytulić? Nie miałam zielonego pojęcia. Ja nie byłam tak silna jak mama. Co chwilę po mojej twarzy skapywały łzy. Obejmowałam jedną ręką siostrę, której blond włosy zasłaniały twarz. Nie płakała, bo nie rozumiała co się działo. Niestety bardzo szybko będzie musiała wydorośleć przez tą wojnę. Teraz jednak spała.
Mama zabrała nas do swojej dalekiej rodziny, która mieszkała pod Warszawą. Mieliśmy tam zostać tylko na chwilę dopóki nie uda nam się wyjechać z kraju. Niestety nigdy się to nie udało.
     W 1943r. Niemieccy żołnierze najechali na dom ciotki u której byliśmy. Moja mama schroniła nas w lesie w bunkrze, który wykopano jeszcze przed wojną. Obiecała, że wróci do nas, że zaopiekuje się nami. Ale tak się nie stało. Kiedy nie wracała po kilkunastu godzinach, postanowiłam sprawdzić co się z nią stało. Bałam się zostawić siostrę samą, ale musiałam. Jeżeli dorwaliby mnie Niemieccy żołnierze to nie przeżyłaby na pewno jakby poszła ze mną. Wolałam, aby została w kryjówce i czekała na mnie. Obiecała być cichutko, chociaż widziałam jak płakała, gdy wychodziłam. 
Biegłam tak szybko jak tylko potrafiłam, bojąc się, że będzie za późno. Gdy w oddali zobaczyłam ogień serce mi zamarło. To dom ciotki płonął.
Dobiegłam tam i zobaczyłam już zgliszcza niego. Zaczęłam rozglądać się za wrogiem, ale nigdzie nie było śladów samochodów gestapo. Szukałam więc mamy. Najpierw zobaczyłam ślady krwi, które prowadziły za dom. Poszłam tam, czując jak uginają się pode mną nogi i zobaczyłam coś co sprawiło, że najpierw miałam ochotę zwymiotować, a potem krzyczeć. Moja mama, ciotka i dwoje kuzynów leżało martwych na ziemi. Chłopacy, którzy byli dwa lata starsi niż ja, mieli dziury w głowie po kulach z pistoletu. Zaś moja mama i ciocia były całe pobite i miały głębokie rany w brzuchach. Ich spodnie były ściągnięte, więc wiedziałam co im zrobili Niemieccy żołnierze. Wyglądało to strasznie. Upadłam na kolana przed nimi, i schowałam twarz w dłoniach. Zaczęłam płakać z bólu, złości, wstydu i obrzydzenia, ale nie do ciała matki tylko do gestapo, którzy to im zrobili. Serce pękło mi na pół. Zostałam sierotą. Bez ojca, który rok wcześniej umarł na froncie zachodnim i matki którą bestialsko zgwałcili i zabili Niemcy. Prócz tego bólu czułam tylko jedno: nienawiść. Nienawiść do wszystkich Niemców, a przede wszystkim do tego który rozpętał to całe piekło. Do Adolfa Hitlera.
Nie wiem ile tam tak klęczałam, gdy nagle przypomniała mi się mała postać o blond włoskach, którą zostawiłam w lesie. Wiedziałam, że nie mogę jej zostawić. Zostałam jej tylko ja. Przerażona myślą, że również ją stracę, wstałam i ruszyłam biegiem z powrotem do bunkru. 
Kiedy tylko się tam znalazłam poczułam ulgę. Siostra spała skulona w kącie. Miała zapłakane oczy.
- Gdzie mama ? - zapytała nagle, zaspanym głosem, a mi głos uwiązł w gardle. Co miałam powiedzieć dwunastoletniemu dziecku, które i tak co dnia płakało widząc śmierć niewinnych dzieci, zabijanych przez żołnierzy. Widząc ich ciała na drodze do sklepu, do którego chodzili aby zdobyć coś do jedzenia. Większość z martwym to byli żydzi, ale przecież to także ludzie. Nic nie zrobili Hitlerowi, a on nie wiedząc dlaczego nienawidził ich najmocniej na świecie.
       Uklęknęłam przed nią i pokiwałam tylko przecząco głową, a ona zrozumiała, bo od razu przytuliła mnie mocno i zaczęła głośno płakać. Ja również płakałam, ale starałam się ją uspokoić. Obiecałam sobie w duszy, że nigdy jej nie zostawię. Została mi tylko ona. Musiałyśmy poradzić sobie same. Przetrwać ten koszmar, mając nadzieję, że szybko się to skończy. Że ktoś strzeli w łeb kulkę temu potworowi i Niemcy poddadzą się. Że śmierć tych wszystkich żołnierzy i Polaków nie pójdzie na marne, a nasz kraj będzie wolny. 
     Kilka dni później zabrakło nam jedzenia, które zdobyłam ze spalonego domu. Nie pozwalałam jej chodzić ze mną, bo nie chciałam, aby zobaczyła ciało mamy. Gdy ona pewnego dnia spała pod drzewami ja wykopałam groby i zakopałam moją rodzinę. Zbiłam krzyże z gałęzi brzozy i udekorowałam je kwiatami z lasu, które zebrałam razem z siostrą wcześniej. Pozwoliłam jej pomodlić się nad grobem mamy. Płakała strasznie, ale ostatnie słowa jakie usłyszałam wstrząsnęły mną strasznie : Mamo wszystko gra. Jest ze mną Agnieszka i kochamy cię.
Myślałam, że serce mi pęknie, gdy to powiedziała. Przytuliłam ją mocno, po czym wzięłam plecak na plecy, który przetrwał pożar i zarządziłam, że ruszamy. Wiedziałam, że w każdej chwili może tędy przejechać Niemiecka armia. Nie chciałam ich spotkać. Nie miałam nawet broni i nie wiem czy dałabym radę ja użyć jeśli bym ją miała. Nie nauczono mnie zabijać.
Szliśmy lasem z dala od głównych dróg. Chociaż i tak co chwila w oddali słyszałam strzały i huki od pocisków czołgów. Bałam się, że front nas dogoni. Wtedy na pewno byłyśmy martwe. Modliłam się, abyśmy zdążyły uciec.
Kiedy zachodziło już słońce zobaczyłam niewielki obóz pośród drzew. Nie wiedziałam koło jakiego miasta byliśmy, ale przeraziłam się, że to niemieccy żołnierze. Często podczas wędrówki z siostrą widziałam zabite ciała osób w lesie, którym nawet nie zrobiono krzyża. Zostawiono ich jak zwykłe śmieci. Wkurzało mnie to strasznie i tylko pogłębiało moją nienawiść do Niemców i całej tej wojny. Czy przez chory umysł jednego facet musiało cierpieć tyle tysięcy ludzi?
Skryłyśmy się za drzewami, a ja obserwowałam chłopaków będących tam. Wyglądali na młodych. Jeden z nich miał zabandażowany brzuch i leżał na prowizorycznym łóżku. Pozostała trójka  rozmawiała o czymś cicho. Widziałam, że koło namiotu stała broń, ale nigdzie nie widziałam mundurów Niemieckich czy Polskich. Bałam się podejść. Mogłam przecież zginąć od razu. Bardziej prawdopodobne wydawało mi się, że byli to Niemieccy żołnierze. Klęczałam więc, trzymając za sobą siostrę i starałam się coś wymyślić. Musiałyśmy gdzieś uciec, ale kompletnie nie miałam pomysłu gdzie. Zauważyliby nas od razu.
Nagle jeden z nich wstał. Miał ciemne włosy i chyba zielone oczy. Założył na siebie ciemny płaszcz Niemieckiego oficera i ruszył w moją stronę. Przeraziłam się. Nie miałam gdzie uciec. Miał na plecach broń i z łatwością by nas zastrzelił. Zdrętwiałam ze strachu, patrząc na niego. Szedł powoli nie spiesząc się, a ja z każdym jego krokiem czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. Powoli odwróciłam się do małej i schowałam ja za swoimi plecami. Mimo wszystko chciałam ją jak najdłużej chronić. Wiedziałam jednak, że nie przeżyjemy spotkania z gestapo. Poczułam jak chłopak stanął przed naszym drzewem i westchnął.
- Aufstehen. Show - usłyszałam niemieckie polecenie i zerknęłam tylko na siostrę, uśmiechając się lekko. Chciałam dodać jej jakoś otuchy.
Powoli wyprostowałam się i wstałam. Stanęłam tuż przed nim, ale młodszą schowałam za swoim ciałem. To był zwykły odruch. 
- Wer sind Sie? - zapytał, a ja ledwo wykrztusiłam słowa.
- Agnieszka Kukulska und meine schwester Anna - odpowiedziałam. Znałam tylko podstawowe słówka niemieckie. 
- Polka? - zapytał i co mnie zdziwiło, było to po polsku. Przez pierwszą chwilę nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Skinęłam tylko głową zbyt przerażona, aby odpowiedzieć. Trzymał broń wymierzoną prosto w moją pierś. Chwilę przyglądał mi się, po czym przewiesił karabin przez ramię i wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Jestem Daniel Nowak. Przepraszam, że was przestraszyłem, ale w tych czasach musimy udawać. - odezwał się nagle spokojnie i uśmiechnął lekko.
- Jesteś polakiem? 
- Tak z krwi i kości. Ten mundur ukradłem martwemu Niemcowi. - powiedział Daniel, a ja czułam, że strach ze mnie uleciał. Wciąż jednak byłam czujna i przygotowana na atak.
- Tak w ogóle miło mi cię poznać. A to pewnie Ania? - zapytał, próbując dostrzec blond główkę schowaną za moim ciałem. Wychyliła się ostrożnie i spojrzała swoimi dziecięcymi oczkami na niego.
- To ja. Zabijesz nas jak moją mamę? - zapytała z łzami w oczach, patrząc na jego mundur.Była tylko nie dzieckiem. Nie rozumiała nic i bała się. Przeżyła już bardzo wiele przez tą wojnę i nie dziwiłam się jej pytaniem. Sama jednak zerknęłam ciekawa na chłopaka, co odpowie.
Podszedł do niej, nie zwracając uwagi na mnie. Uklęknął przed nią, aby być na równym poziomie i uśmiechnął się. Dotknął jej splątanych włosów, a ona nie cofnęła się. Ze strachu.
- Miałem brata w twoim wieku. Zabili go Niemieccy żołnierze tak jak całą moją rodzinę. Jak mógłbym ciebie zabić jesteś bardzo podobna do niego - odpowiedział, a ja zobaczyłam w jego oczach łzy. Znałam jego ból i poczułam, że mogę mu zaufać. Przeżył to samo, co ja.
- A Agnieszkę skrzywdzisz? - zapytała, zerkając na mnie. Uklęknęłam obok niej i objęłam jedną ręką.
- Zdradzę ci coś na ucho, okej? - zapytał, a ona niepewnie skinęła głowę i podeszła do niego.
- Twoja siostra bardzo mi się podoba i obiecuję, że będę was chronił - usłyszałam jego słowa i poczułam jak na moich policzkach pojawia się rumieniec. Ania uśmiechnęła się do mnie, po czym rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła. Odwzajemnił gest, zerkając na mnie. Posłał mi oczko i szeroki uśmiech. Odetchnęłam głęboko i aż usiadłam na ziemi. Wreszcie nie byłyśmy same. Mogłyśmy być trochę spokojniejsze. 
- Dani nas lubi. Dani chyba cię kocha. On nas ochroni. Nie jest złym panem z Niemiec. Jest dobry - powiedziała moja siostra, odrywając się od niego i patrząc w moje zmęczone oczy. 
- Wiem - powiedziałam tylko i przytuliłam ją mocno.
- Ja nie koch... - zaczął Daniel, ale odpuścił sobie, widząc łzy które spłynęły po moich policzkach. Na chwilę zapomniałam się i po prostu dałam upust emocjom, ale tylko na chwilkę.
        Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym chłopak zaprowadził nas do obozowiska i przedstawił reszcie. Kacper, Kuba i Michał okazali się bardzo mili. Ustąpili nam jeden namiot, więc mogłam położyć siostrę. Zasnęła od razu, powtarzając jeszcze, że Daniel mnie kocha. Uśmiechnęłam się tylko słabo do niej i pocałowałam w czoło. Zasnęła bardzo szybko, a ja wyszłam jeszcze przed namiot. Ogień w ognisku już dogasał i nikogo nie było. Chłopacy pewnie spali. Widziałam uchylone wejście do namiotu Kuby i Michała, który leżał z raną na brzuchu. Wiercił się lekko i cicho jęczał, ale jego kolega nie budził się. Pewnie wiedzieli, że długo nie pociągnie bez szpitala. Niestety w pobliżu nie było żadnego. Smuciło mnie to, ale przywykłam już chyba do widoku śmierci. Wędrując po lesie widziałam wiele ciał zmarłych polaków.
 Usiadłam przy ognisku i podciągnęłam nogi pod kolana. Zamknęłam oczy i zaczęłam cicho płakać. Przez całą tą wojnę nie miałam nawet czasu na żałobę po rodzicach. Cały czas żyłyśmy w strachu,  że zastrzeli nas jakiś gestapowiec. Robiłam wszystko, aby zdobyć pożywienie dla niej i aby przeżyła. Mogłam oddać za nią życie, byleby tylko przeżyła. 
Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Od razu rozejrzałam się. Zobaczyłam jakąś postać w oddali za drzewami. Przeraziłam się. Nie wiedziałam, czy budzić chłopaków czy samemu iść. Miałam marne szanse w starciu z mężczyzną, więc postanowiłam obudzić Daniela.
Niepewnie weszłam do jego namiotu. Leżał na boku, bez koszulki. Widziałam umięśnione mięśnie i kilka blizn na ramieniu po nożu. Bynajmniej tak mi się wydawało, ale nie miałam czasu, żeby mu się przyglądać.
Szturchnęłam go i potrząsnęłam za ramię. Zdziwiony odwrócił się i spojrzał na mnie. Nie wyglądał na zaspanego.
- Co jest? - zapytał od razu. Spodziewałam się jakiegoś żartu zwłaszcza, że byłam w podkoszulce i krótkich spodenkach. Dopiero teraz się zorientowałam i zrobiło mi się głupio. 
- Widziałam kogoś w lesie - odpowiedziałam przestraszona, a on od razu usiadł i zaczął szukać swojej koszulki.
- Gdzie ? 
- Kawałek od obozowiska. Gdzieś koło miejsca, gdzie nas znalazłeś - powiedziałam, a on skinął tylko głową i wyszedł z namiotu. Zrobiłam to samo i stanęłam przed nim. 
- Co ty robisz? - zapytał, gdy chciałam wziąć broń w dłonie. Powstrzymał mnie.
- Idę z tobą - odpowiedziałam poważnie, ale on pokiwał poważnie głową. 
- Nie. Obudź siostrę i czekaj aż wrócę z Kubą. Jeśli nie wrócimy przez dłuższy czas uciekaj - powiedział, a ja poczułam jak znowu miękną mi nogi. Poczułam się jak w dzień śmierci mamy. Znaliśmy się kilka godzin, ale nie chciałam go stracić. Nie chciałam znowu zostać sama. Odwrócił się plecami do mnie, podszedł do namiotu Kuby i obudził go, mówiąc co się dzieje.
- Proszę cię - wykrztusiłam, a łzy pociekły po mojej twarzy. Chyba mnie usłyszał, bo odwrócił się w moją stroną i podszedł do mnie.
- O co? - zapytał spokojnie, trzymając w jednej dłoni broń.
- Straciłam rodziców. Nie chcę znowu zostać sama. Wiem, że mnie nie znasz, ale proszę...- głos mi się załamał i popłakałam się do końca. Schowałam twarz w dłoniach, gdy nic nie odpowiedział i miał zamiar chyba odejść. Nie mogłam znieść tego widoku.
- Wrócę do was, obiecuję - usłyszałam nagle jego szept przy uchu, po czym poczułam jego usta na moich czole. To było tylko muśnięcie, ale wystarczyło mi. 
- A teraz idź po Anie - pogonił mnie, gdy otworzyłam oczy. Skinęłam tylko głową i poszłam do namiotu. Kiedy w wejściu odwróciłam się jego już nie było. Zapewne poszedł już z Kubą na zwiady. 
   Otarłam twarz z łez i obudziłam moją siostrę dosyć szybko. Nic nie rozumiała, ale kazałam jej założyć bluzę i wyjść ze mną z namiotu. Stanęłam prosto szukając chłopaków. Nigdzie ich nie widziałam. Była kompletna cisza. Niestety trwała tylko chwilę.  Usłyszałam strzały i krzyki mężczyzn. Nie rozpoznałam Daniela, ale byłam pewna jednego. Były coraz głośniejsze. Musiałyśmy uciekać - to była pierwsza moja myśl.
- Ania posłuchaj. Musimy uciekać. Bądź cicho, a gdy powiem ci biegnij to masz się słuchać tak? - zapytałam siostrę, a ona skinęła tylko głową. Zarzuciłam plecak na plecy i ruszyłyśmy w przeciwną stronę do hałasu. Szliśmy bardzo szybko, a ja co chwilę odwracałam się aby zobaczyć czy ktoś nas nie ściga. Nagle zobaczyłam hitlerowca z bronią. Wiedziałam, że już nas dojrzał. Momentalnie zerwałyśmy się do biegu. Wiedziałam, że moja siostra nie da rady, więc wzięłam ją na ręce.
Biegłam bardzo szybko i nagle dojrzałam norę. Dosyć dużą. Postawiłam prędko siostrę i sprawdziłam czy jest pusta.
- Musisz tam wejść i być bardzo cicho rozumiesz?
- A ty? Nie zostawiaj mnie - powiedziała niemal płacząc.
- Wrócę obiecuję, ale musisz być cichutko - obiecałam jej, chociaż nie byłam tego taka pewna. Skinęła tylko głową, a ja pocałowałam ja w czoło, po czym pomogłam wejść do nory. Schowała się w niej niewidocznie, więc ruszyłam biegiem. Musiałam odciągnąć go od siostry. To była moja jedyna myśl. Biegłam co sił, a przed oczami miałam obraz twarzy Ani, gdy ją zostawiałam. Nie mogłam umrzeć. Nie mogłam jej zostawić samej na tej wojnie. Miała tylko mnie.
Nagle potknęłam się i upadłam na ziemię. Zamroczyło mnie na chwilę, a gdy wróciła mi ostrość wzroku zobaczyłam mężczyznę tuż przede mną. Zerwałam się do biegu, ale było za późno. Chwycił mnie za ramię i rzucił na ziemię. Uderzyłam głową o kamień, ale zmusiłam się, aby nie stracić przytomności. Inaczej byłby to mój koniec. Czułam dłonie hitlerowca na swoim ciele. Próbował ściągnąć mi spodenki. Zaczęłam się rzucać i próbowałam odeprzeć go od siebie. Uderzył mnie w brzuch, przez co na chwilę mnie zatkało. Szybko jednak znów zaczęłam się rzucać. Był silniejszy nie miałam żadnych szans. Poczułam ogromny ból w dolnych partiach ciała i zaczęłam płakać. Byłam dziewicą! Rzucałam się i krzyczałam co sił.
Nagle usłyszałam strzał, ale nie we mnie. Krew obryzgała moją koszulkę, a mój oprawca upadł obok mnie, plując krwią. Szybko podniosłam się i podciągnęłam spodenki. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Daniela umazanego krwią. Stał tam z bronią w  ręku z której przed chwilą zastrzelił Niemca. Nie miałam dużo siły, a ból nie ustępował, ale wstałam na chwiejnych nogach. Chłopak podbiegł do mnie i objął mocno. Schowałam twarz w jego koszulce i zaczęłam głośno płakać. Ze strachu, z bólu, z obrzydzenia.
- Już dobrze. Jestem przy tobie - powiedział cicho, przytulając mnie mocniej.  Słyszałam go, ale nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Cała drżałam, a głos uwiązł mi w gardle. 
Staliśmy tak dłuższą chwilę, aż trochę się uspokoiłam i przypomniała mi się Ania, którą zostawiłam w norze.
- Ania? - zapytałam cicho, podnosząc twarz i patrząc mu w oczy.
- Nie widziałem jej nigdzie. Ja...
- Zostawiłam ją w norze. Musimy po nią iść - przerwałam mu, nie chcąc słyszeć, że mogło jej się coś stać. Ruszyłam w stronę z której przybiegłam. Daniel bez słowa ruszył za mną. Co chwilę potykałam się, więc chłopak obejmował mnie jedną ręką.
Gdy doszliśmy do nory serce mi na moment stanęło. Bałam się, co ujrzę w środku. Więcej bólu i straty nie zniosłabym.
- Ania - wyszeptałam, zaglądając do środka i nagle zobaczyłam duże oczy dziewczynki, która była moją siostrą. Pomogłam jej wyjść i od razu rzuciła mi się na szyję.
- Bałam się, że zostawisz mnie jak mama i tata - powiedziała płacząc.
- Obiecałam ci przecież coś - odpowiedziałam i również ją przytuliłam. Zapomniałam o bólu. Liczyło się tylko to, że ona żyła. Że nic jej się nie stało. Że żaden niemiecki potwór nie położył rąk na jej niewinnym ciele.
- Co dalej ? - zapytałam po dłuższej chwili, zerkając na Daniela. Nadal tuliłam do siebie siostrę, która trzęsła się ze strachu. Sama też drżałam.
- Chłopacy nie żyją. Musimy się przenieść. Wrócę po namiot i rzeczy które ocalały, a wy tu zostańcie - odpowiedział spokojnie, ale wiedziałam, że cierpiał. Kolejna śmierć przez to piekło wojny. Kolejne życie niewinnych młodych osób.
Daniel dał mi broń i pokazał tylko jak strzelać, po czym ruszył do obozowiska. Zerknęłam na siostrę i usiadłyśmy na połamanym drzewie. Ja jeszcze szybko założyłam spodnie na siebie i bluzkę. Czekaliśmy chwile, aż wrócił chłopak po czym ruszyliśmy przed siebie.
         
           W 1944r. żyliśmy w lesie nie daleko Warszawy. Nauczyliśmy się dawać radę dzięki przyrodzie i co chwilę zmienialiśmy miejsce pobytu, aby nie spotkać po raz kolejny gestapo. Niestety często ich widzieliśmy. Zimą było najgorzej. Szukaliśmy schronienia w gospodach. Ze względu na Anie większość zgadzała się na dwie, trzy noce, a potem szliśmy dalej. Jakoś dawaliśmy radę chociaż było coraz gorzej. Daniel miał niewielką ranę na ramieniu po spotkaniu z niemcem. Ania co chwilę chorowała, a ja traciłam siły po krótkim marszu. Brakowało nam porządnego wypoczynku i spokoju. Ciągły strach o życie wykańczał nas. Nie mieliśmy już sił, a nic nie zapowiadało się na koniec wojny. ZSRR najechało na Warszawę, gdzie trwało powstanie. Wiedzieliśmy, że tysiące osób w naszym wieku tam ginęło, ale nie mogliśmy im pomóc. Każdy martwił się o swoje życie, a ja bardziej niż o swoje o  Ani. Nie mogłam pozwolić, aby moja młodsza siostra umarła. Ona musiała przeżyć. Była tylko dzieckiem i jeżeli wojna się skończy to chciałam, aby miała przyszłość przed sobą, a nie zginęła w tak młodym wieku.
Z Danielem bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Był dla mnie bardzo ważny. Mieliśmy tylko siebie i nie raz uratował mi życie. Staraliśmy się przeżyć z dnia na dzień. Nie myśleliśmy o przyszłości dalej jak kilka dni, bo ciągłe wybuchy i strzały, które były w oddali nie dopuszczały abyśmy mieli pozytywne myśli. Widziałam tylko krew, śmierć, ból, cierpienie i nie potrzebne tragedie, przez tą wojnę.
Myśleliśmy jak uciec gdzieś daleko, ale wojna trwała w całym kraju. Nie było spokojnego miejsce, gdzie bylibyśmy bezpieczni. Nikt nie mógł się tak czuć. Nawet zwykły obywatel miasta mógł zostać rozstrzelany przez gestapo, bo padnie na niego podejrzenie o zdradę, czy spisek.
       Szliśmy własnie skrajem lasu, a ja coraz głośniej słyszałam huki i strzały, które dobiegały z Warszawy.
- Gdzie idziemy? - zapytałam Daniela, który dziwnie od rana milczał. Niepokoiło mnie to.
- Nie chciałem ci mówić, bo wiedziałem, że będziesz zła - odpowiedział po dłuższej chwili, a ja zatrzymałam się. Moja siostra zrobiła to samo. Czułam, że nie spodoba mi się to, co zaraz powie. Nie myliłam się.
- Idziemy do Warszawy
- Jesteś niepoważny? Zginiemy tam! - powiedziałam, niemal krzycząc i cofając się od niego. Jak on mógł pomyśleć, żeby tam iść. Czy nie miał dość po wczorajszym spotkaniu z niemcami. Ja napewno! Musiałam zastrzelić dwóch, bo zginęłaby moja siostra i ja. Nadal widziałam to jak upadają na kolana od mojego strzału. Nie bawiło mnie to. Nie chciałam zabijać ludzi. Nie nauczono mnie tego! Byłam człowiekiem i miałam swoje zasady, które teraz poszły w niepamięć, bo liczyło się to aby przeżyć. Nie chciałam iść do Warszawy, gdzie musiałabym strzelać bez namysłu. Gdybym się zawahała byłby to koniec dla nas.
- Nie. Jestem poważny. Jestem chłopakiem i chcę walczyć o swój kraj - odpowiedział poważnie i prostując się. Chciał dotknąć mojego polika, ale cofnęłam się.
- A co z nami? - zapytałam ze łzami w oczach, zerkając na Anie, która wydawała się być przerażona tak samo jak ja. - Zostawisz nas? Same tutaj? Czy pozwolisz rozstrzelać gestapo na przedmieściach Warszawy? - zapytałam wściekła, nie hamując już łez. Nie miałam siły aby być silną. Bałam się jak małe dziecko i miałam serdecznie dosyć tej całej wojny. Miałam ochotę się poddać, ale nie mogłam z powodu mojej młodszej siostry.
- Nie. Posłuchaj mnie - zaczął i złapał mnie mocno za ramiona. Patrzył mi prosto w oczy, nie potrafiłam odwrócić od niego twarzy. Znaczył do mnie bardzo dużo, pokochałam go chociaż w tych czasach to nie było zbyt mądre.
- Nic wam się nie stanie. Obiecuję. W Warszawie jest grupa, która was ochroni. Będziecie tam bezpieczne. Wywiozą was daleko od tej wojny. Będziecie bezpieczne - powiedział spokojnie i poczekał, aż ta informacja do mnie dotrze. To przecież nie było możliwe?
- A co z tobą? - zapytałam drżącym głosem i wstrzymałam oddech, czekając na odpowiedź. Pogłaskał mnie po poliku i przysunął jeszcze bardziej, uśmiechając lekko.
- Obiecałem wam na początku, że zaopiekuję się wami i dotrzymam słowa. Nie zostawię was samych - odpowiedział i nie czekając na moją odpowiedź pocałował mnie. Na moment zapomniałam nawet o siostrze i pozwoliłam się ponieść emocjom. Przyciągnęłam go do siebie i pogłębiłam jeszcze bardziej pocałunek. Czułam rosnącą temperaturę w moich żyłach, ale wiedziałam, że muszę nad sobą panować. Była z nami Ania.
Oderwałam usta od jego ust i przytuliłam się do niego mocno. Bardzo bałam się, że go stracę. Że zginie jak moi rodzice. Nie zniosłabym tego. Nie dałabym rady bez niego. Był dla mnie najważniejszy razem z siostrą.
- Możecie się trochę hamować przy mnie? - odezwała się Ania, a ja spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się. Nie zauważyłam nawet kiedy urosła. Już nie była niską dziewczyną. Sięgała mi do szyi i zaczynała mieć kobiece kształty. Nie miałam nawet czasu, aby to zauważyć. Ona tak szybko dorastała przez tą wojnę. Jeszcze dwa lata temu płakała widząc zmarłych ludzi w lesie. Teraz potrafiła już bandażować rany i próbowała strzelać. Zabraniałam jej jednak tego. Ona nie mogła stracić swojej niewinności tak jak ja to zrobiłam. Ona miała zostać tą delikatną dziewczynką o blond włoskach, która pamiętałam z 1939r. Ona musiała przeżyć i mieć dobrą przyszłość. Jej życie nie mogło być przesiąknięte krwią osób które zabiłam. Nie pozwolę jej nikogo zabić, aby mieć go na sumieniu. Nawet hitlerowca. To była ona rola. Ona miała tylko trzymać się mnie.
- Kiedy ty tak wydoroślałaś siostrzyczko ? - zapytałam cicho i przytuliłam ją bardzo mocno. Kochałam ją. Z całej rodziny została mi tylko ona. Zrobiłabym wszystko, aby tylko przeżyła.
Ania wzruszyła tylko ramionami i odwzajemniła uścisk.
- To co ruszamy? Chyba nie mamy całego dnia, co? - zapytała, patrząc na Daniela, który uśmiechnął się, skinął głową i ruszył do przodu. Bez słowa ruszyłyśmy za nią. Zawisła między nami mimo wszystko ciężka atmosfera. Każdy z nas wiedział, że pakujemy się na własne życzenie w piekło. W sam środek wojny i powstania. Nie było jednak chyba innej opcji.
            Jakimś cudem udało nam się dotrzeć do bazy powstańców. Przywitano nas tam dobrze. Daniel doprowadził nas do nich kanałami. Nad sobą słyszeliśmy, krzyki, huki i strzały. Byłam przerażona, że zaraz coś wybuchnie nad nami i zginiemy, ale udało nam się przeżyć za co dziękowałam Bogu. 
Teraz, gdy byliśmy w środku starego budynku nie czułam ulgi. Miałam złe przeczucie, ale zwalałam to na paranoje przez wojnę. Moją młodszą siostrę zabrano, bo była za młoda aby pomóc. Wszystkie dzieci były ukryte w schronie, aż do uspokojenia się walk. Potem mieli nas wywieźć.
Mnie wzięto na sanitariuszkę, a Daniel musiał iść walczyć. Oczywiście nie powiedział mi o tym. Dowiedziałam się przypadkiem od jednego rannego, którym się zajmowałam. Powiedział, że mam bardzo odważnego chłopaka, bo poszedł w paszcze lwa. Gdy tylko to usłyszałam myślałam, że zemdleje, Nogi zaczęły mi drżeć, a ja miałam już dość. Odstawiłam bandaże i odeszłam od chorego. Oparłam się o mur przy wyjściu i gorączkowo starałam się złapać oddech. Łzy pociekły po moich policzkach. Bałam się, że umrze. Że zastrzelą go. 
Te myśli były nie do zniesienia. Otarłam łzy i wyprostowałam się. Już wiedziałam, co muszę zrobić. Nie chciałam jednak zostawić siostry bez pożegnania. Znalazłam na stoliku niewielką kartkę i napisałam do niej krótką wiadomość. Podałam ją jednej wolontariuszce, która chodziła do dzieci dawać im jedzenie i sprawdzać jak sobie radzą. Obiecała, że przekaże to Ani i nie pytała o nic więcej. Podziękowałam jej, po czym bez słowa wymknęłam się. Od razu poza murami zaczęłam kaszleć. Kurz był wszędzie, a ja nie wzięłam nic żeby zakryć usta. Przyłożyłam więc dłoń do ust i ruszyłam przed siebie. Co chwilę słyszałam huki i strzały, które były coraz głośniejsze. Również wyraźny akcent niemiecki dawał się we słuchy. Bałam się strasznie, ale nie było już odwrotu. Co chwilę musiałam omijać ciała zmarłych powstańców. Wyglądali strasznie. Jeden z kulą w głowie, inny w brzuchu, inny miał ich kilka. Miałam ochotę zwymiotować, ale powstrzymywałam się i szłam dalej. Musiałam znaleźć Daniela. 
Będąc coraz bliżej głównych walk bałam patrzeć się na twarze zmarłych chłopaków. Bałam się, że zobaczę tam twarz ukochanego. Nie dałabym rady wtedy nawet wstać. Umarłabym razem z nim.
Szłam coraz szybciej, gdy nagle usłyszałam głośny strzał tuż za mną. Kula przeleciała obok mojej twarzy, a ja z krzykiem padłam na ziemie. Zaczęłam się czołgać do rozbitego auta, które stało po boku. Przerażenie dawało mi siły, aby iść dalej. Nagle poczułam straszny ból w prawej nodze. Zupełnie jakby ktoś wbił mi tam kołek. Krzyknęłam głośno i ostatkiem sił podciągnęłam się z auto. Spojrzałam wtedy na nogę. Krew leciała po nogawce spodni, zostawiając szkarłatne plamy. Ból był otępiający, ale zmusiłam się, aby wytrzymać. Rozdarłam rękaw koszuli i  szybko obwiązałam mocno ranę. Długo mi to nie pomoże. Byłam bez szans w starciu z Niemcem, który miał broń. Modliłam się o ratunek. Tylko to mi zostanie.
Nagle rozległy się strzały i krzyki. Nie wiedziałam co się dzieje, ale wyjrzałam nad maskę samochodu. Kilku chłopaków stało z karabinami wyciągniętymi przed siebie, a u ich stóp leżeli martwi żołnierze Niemieccy. Większość z nich w pośpiechu zabierała broń, ale jeden nie. Miał ciemne włosy i rozglądał się dookoła szukając czegoś. Gdy spojrzał w moim kierunku już wiedziałam kto to. Poczułam nagły przypływ ulgi. On żył. Daniel żył.
On również mnie zauważył, bo zaraz podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce, nie słuchając mnie.
- Okłamałeś mnie, Obiecałeś, że nas nie zostawisz - powiedziałam z trudem przez ból w nodze.
- Nie okłamałem. Walczę dla Polski. Dla naszej ojczyzny i przyszłości wolnego kraju, a wy mieliście być bezpieczne w bazie. Czemu wyszłaś ? - zapytał, idąc ze mną do jednego z bloków. Stało tam już kilku innych chłopaków, którzy wypatrywali wroga.
- Ja... ja nie mogłam znieść myśli, że możesz zginąć - odpowiedziałam w końcu drżącym głosem. Daniel uśmiechnął się lekko i gdy doszliśmy pod budynek zatrzymał się. Pocałował mnie w czoło.
- Niemcy! Niemcy! - krzyknął nagle jakiś inny chłopak, a ja nie zdążyłam odpowiedzieć nic. Rozpętało się piekło. Daniel tylko odłożył mnie u wejścia do budynku, po czym odwrócił się. Widziałam już kilku gestapo, strzelających do powstańców. Mój ukochany nagle zaczął również oddawać pociski w ich kierunku. Trafiał niemal za każdym razem w cel. Nie bał się i nie zawahał, ani na moment. Patrzyłam na to wszystko z przerażeniem, gdy nagle stało się coś, co sprawiło, że nie byłam w stanie powstrzymać krzyku:
- Nie!!! - najpierw myślałam, że to tylko sen, że nic złego się nie dzieje, że zaraz się obudzę, ale kiedy zobaczyłam jak kolana Daniela upadają na ziemię, a jego broń wypada mu z ręki, zdałam sobie sprawę, że to działo się na prawdę. Niemieccy żołnierz postrzelił go w pierś. 
Nie rozumiałam do końca co robię, ani skąd znalazły się we mnie siły, ale jakimś cudem wyczołgałam się na zewnątrz i doczołgałam do niego. Nikt mnie nie próbował powstrzymać. Wzięłam jego karabin w dłonie i bez namysłu zastrzeliłam trzech hitlerowców. Nie patrzyłam nawet, gdzie trafiam. Nie obchodziło mnie, że mogli mieć rodziny, dzieci. Oni postrzelili mojego ukochanego, zabili mi rodziców i zmusili mnie do zabijania innych ludzi. Zamienili mnie w osobę, którą nigdy nie chciałam się stać. Jednak było już za późno na odwrót. 
Kiedy strzały ucichły spojrzałam na mojego ukochanego. Doczołgałam się do niego jeszcze bliżej i z trudem usiadłam, po czym położyłam jego głowę na swoich kolanach. Był cały od kurzu i krwi. Wyglądał strasznie, ale to wtedy się dla mnie nie liczyło. Patrzył na mnie tymi zielonymi oczami, w których się zakochałam. Widziałam jak z każdą sekundą gaśnie w nich ogień życia. Jak jego ciało zaczyna drętwieć. Pomimo wielkiego bólu nie krzyczał. Wpatrywał się we mnie i uśmiechał lekko.
- Przepraszam was - wyszeptał nagle, a ja nie wierzyłam w to co słyszę. Chciałam mu coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Głos uwiązł mi w gardle.
- Kocham cię i cieszę się, że mogłem cię poznać. Mimo wszystko - wyszeptał jeszcze ledwo słyszalny głosem, po czym zamknął oczy. Czułam jak jego klatka piersiowa przestaję się ruszać, a usta nieruchomieją w delikatnym uśmiechu. To było najgorsze z możliwych przeżyć. Czułam jak z jego ciała uleciało całe życie. Jak z krwią wypłynęła również jego dusza.
Zaczęłam głośno płakać i krzyczeć. Przeklinałam cały świat i ludzi za tą wojnę. Za śmierć, za ból, który w tamtym momencie czułam. Za rany jakie wyrządzili wszystkim. Za to, że odebrali mi ukochanego chłopaka i kazali mu tyle cierpieć. Nie obchodziło mnie, że w każdej chwili mógł mnie ktoś zastrzelić. Nic się już dla mnie nie liczyło.
Zamknęłam oczy, a moje łzy skapywały na bladą twarz Daniela, robiąc smugi tam gdzie płynęły. Zobaczyłam pod powiekami obrazy. Nasze pierwsze spotkanie, gdy wzięłam go za niemieckiego żołnierza. Jego podejście do Ani. Słowa, które powiedział jej tamtego dnia. Noc, gdy uratował mnie przed gestapo. Późniejsze wszystkie dni, gdy ratował mnie i siostrę, aż wreszcie zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz, gdy pewnego dnia braliśmy kąpiel w małym jeziorku w lesie. Wtedy było tak miło. Kochaliśmy się namiętnie i zapomnieliśmy o wojnie. Myśleliśmy tylko osobie. Pragnęłam znów przenieść się do tamtego miejsca. Przez chwilę poczuć się szczęśliwą i wolną od trosk. Przez chwilę zatracić się w chwili z Danielem. Na sekundę znów go zobaczyć i móc mu coś powiedzieć. Móc dotknąć ostatni raz jego ust. Złożyć słodki pocałunek na jego wargach i wyszeptać te dwa słowa. 
Bez namysłu pochyliłam głowę, nie otwierając oczu i złożyłam ostatni pocałunek na jego zimnych ustach. I właśnie wtedy to się stało. Nie mogłam nic już zrobić. Pamiętałam tylko jak straszliwy ból przeszył cały mój kręgosłup. Krzyknęłam i wygięłam się, po czym upadłam tuż obok ukochanego. Wiedziałam, że umieram, że zaraz będzie po mnie. Nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko ostatni raz dotknąć jego dłoni. Z trudem przesunęłam się i splotłam swoje palce z jego. Po czym  spojrzałam w niebo obsiane chmurami. 
- Ja ciebie też kocham - powiedziałam i to było ostatnie co zrobiłam. Na nic więcej nie było mnie stać. To był koniec...
                                                               1990r.
         Starsza pani szła w długim płaszcz i czapce po cmentarzu. W dłoni miała kartkę i bukiet kwiatów. Jej blond włosy wystawały z pod czapki. Nie śpieszyła się. Jej mąż czekał wraz z córką w aucie. Mieli zaplanowany wyjazd do Anglii, ale ona  musiała jeszcze coś zrobić.
Doskonale wiedziała, gdzie zmierza. W oddali widziała już dwa brzozowe krzyże i nagrobki, swoich bliskich. Przyspieszyła trochę kroku, a gdy znalazła się przed grobami uklęknęła. Zobaczyła napis na nim wyryty: Agnieszka Kukulska i Daniel Nowak. "Chociaż nie połączył ich kościół to złączyła miłość. Ich odwaga i poświęcenie zamknęły im oczy, ale ich dłonie na zawsze pozostały złączone"
Kobieta przymknęła oczy, a po jej policzkach spłynęły łzy. Ból po tylu latach wciąż nie zmalał.
- Zrobiliście dla mnie tyle rzeczy. Poświęciliście życie, abym ja mogła tutaj być. Dziękuję wam za to i nigdy was nie zapomnę. Kocham was i zawsze mam w głowie wasze uśmiechnięte twarze. Wybaczcie mi, że nie ma mnie tam z wami, ale spotkamy się niedługo. Pamiętajcie wojna się skończyła, ale wy zawsze będziecie w mojej pamięci. Nigdy o was nie zapomnę. Jesteście moim sercem. Agnieszka ty od dnia kiedy się urodziłam, a ty Daniel odkąd spotkałam się w lesie tamtej nocy. Kocham was i do zobaczenia - powiedziała niemal szeptem, płacząc. 
Po chwili otworzyła oczy i spojrzała na kartkę.
- Oddaję twoją własność siostrzyczko. Dziękuję ci - dodała jeszcze i wstała. Przyczepiła kartkę do krzyża, po czym ostatni raz przeżegnała się odeszła. Kiedy zerknęła jeszcze raz na grób zobaczyła, uśmiechniętą siostrę, trzymającą za rękę swojego ukochanego. Również się uśmiechnęła, po czym opuściła cmentarz.
    A samotna kartka powiewała na wietrze, przyczepiona do krzyża, a napisane na niej było : Pamiętaj moja mała siostrzyczko. Musisz być silna i przetrwać to. Będę zawsze przy tobie, a gdy te koszmar się skończy zaznam wreszcie spokoju. Kocham cię siostrzyczko moja mała. Byłaś dla mnie aniołkiem, który sprawił, że w tych czasach pozostałem człowiekiem, a nie stałam się potworem. Zapamiętaj sobie jedno: Nigdy nie możemy zabijać ludzi, jeżeli nawet nam się to każe i nie dopuścimy więcej, aby doszło do takiej wojny.
Kocham cię i będę z tobą.                                                            Twoja siostra...


                                             ***********************
          Tamtadam ! Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że nie narobiłam dużo błędów. Jak coś widzicie to piszcie. Wiem, że temat jest dosyć smutny, ale no nie mógł mi ten pomysł wyjść z głowy i musiałam go napisać. Pamiętajcie, że to tylko moja wyobraźnia, a nie fakt. Faktem jest to, że była II wojna światowa i że ja nie umiem opisywać tak dobrze tamtego okresu. Mam jednak nadzieję, że tragedii nie ma! Dobra nie zawracam wam więcej uwagi i czekam na wasze opinie.
Buziaki :* I do zobaczenia za tydzień aniołki :)
                                                                                     - Agata
PS. To moje opowiadanie i zabraniam kopiowania go. Jeżeli znajdę je i ktoś podpisze się jako autor to zgłoszę to. Ostrzegam i zaznaczam, że to moje prawa autorskie.









piątek, 14 października 2016

Samookaleczanie się. Czy to normalne?

        Usiłowałam wymyślić jakiś przyjemny temat, ale nie wyszło mi. Dlatego przychodzę do was z smutnym tematem, który dotykał nie raz również mnie i pewnie większość was chociaż raz. Zapewne pisząc o tym będą tutaj bardzo różne opinie, ale o to też mi chodzi. Chcę poznać wasze zdanie, ale najpierw może wy poznacie moje.
 Samookaleczanie się to nie jest nic przyjemnego, a w dodatku zostają blizny. Wiem, że są przeróżne metody na to jak np. używanie nożyczek czy żyletki, kłucie się cyrklem, drapanie aż do krwi czy specjalne bicie samej siebie. Wszystko ma tylko jeden cel, a tym celem jest ból. Fizyczny ból, który sprawi, że zapomnimy chociaż na moment o tym wszystkim, co rozrywa nas od środka. O cierpieniu, które rozrywa nam serce i sprawia, że nasza głowa chcę wybuchnąć, aby tylko przestać to czuć. Zdarza się to chyba każdemu z nas. Niestety niektórzy doświadczają tego za często i nie umieją sobie poradzić. Wtedy właśnie zaczynają siebie ranić. Na początku są to niewielkie rany, ale jeżeli nikt im nie poradzi to będą to robić coraz mocniej, bo zaczną być odporni na ten ból. Jeżeli nikt nie zauważy tego to niestety, ale może być dla nich za późno.

To straszna rzecz widzieć kogoś z pociętymi rękami. Ja sama nie potrafię obojętnie przejść obok takiej osoby i później długo myślę, dlaczego to zrobiła i czy nie spróbuję pójść dalej. Nie potrafię tak po prostu o tym zapomnieć. Może dlatego, że sama to dawniej robiłam. Pierwszy raz to było gdy pokłóciłam się z przyjaciółką. Nie wytrzymałam tego i po prostu sięgnęłam po nożyczki. Przyznałam się jej do tego i co usłyszałam ? " Jesteś chora. Powinnaś się leczyć" - te słowa do dziś siedzą w mojej głowie. Nie wiem czym sobie zasłużyłam, bo gdy ona to zrobiła to chciałam jej pomóc, zrobić wszystko, aby więcej tego nie próbowała. A ona co? Powiedziała tylko to i później nie przejmowała się, gdy znowu to robiłam. Miałam prócz tego inne problemy i najzwyczajniej nie chciało mi się już żyć.  Nie miałam jednak odwagi zrobić ostatniego kroku i teraz tego nie żałuję, bo poznałam cudownego chłopaka i wierzę, że życie pomimo wszystko jest piękne.

Wracając do tematu. Mimo, że nie robię już tego spory czas to i tak mam chwile załamania, kiedy chcę to zrobić. Staram się jednak opanować i tłumaczę sobie, że to i tak nic mi nie da. Poboli mnie trochę, popieczę i poleci krew i nic poza tym. Nie ukoi mi to serca i nie rozwiąże problemów. A kiedy dowiedzą się o tym bliscy to ich to zaboli. Dlatego twierdzę, że nie warto to robić i powtarzam to każdemu kto chcę to zrobić. Lepiej uderzaj w ścianę czy poduszki, krzycz, płacz czy nawet zapal tego papierosa, ale nie tnij się! Nie marnuj swojego pięknego ciała na problemy, które kiedyś się skończą. Wiadomo, że strata bliskiej osoby, odrzucenie, zranienie czy cokolwiek innego strasznie boli, ale nie warto tego robić, naprawdę. Zmarnujecie sobie tylko ciało na blizny, a i tak nic wam to nie da. NIE ROZWIĄŻE TO ZA WAS PROBLEMÓW. Dlatego też apeluję do osób, które to robią : PRZESTAŃCIE! Nie traćcie życia na to. Wyjdźcie do ludzi, poznajcie nowe osoby, poszukajcie pomocy dla siebie, a jeżeli wstydzicie się ujawniać to możecie przecież poszukać pomocy w internecie. Nawet do mnie możecie napisać jeżeli tylko chcecie. Nie bójcie się ja was nie ugryzę i nie wyjawię waszych tajemnic. Jeżeli chcecie się przed kimś wygadać to śmiało piszcie, postaram się wam pomóc.
Zostało mi jeszcze tylko dodać chyba najgorszą część dotyczącą samookaleczania się, a mianowicie : samobójstwo. Jest to ostatnia próba osoby samookaleczającej się, która nie otrzymała od nikogo pomocy. Dla takiej osoby  nadzieja zupełnie umarła, a życie całkowicie straciło sens. Jeżeli nikt jej nie pomoże to ona zabiję się, a potem mnóstwo ludzi z jej otoczenia będzie miało wyrzuty sumienia. To straszne jak ludzie mogą być ślepi na krzywdę innych. Nie zauważyć choćby najprostszych znaków, nie zapytać. To jest naprawdę tragiczne i przeraża mnie to. Szczególnie ta ślepota u dorosłych. Jak właśni rodzice mogą nie widzieć cierpienia swoich dzieci? Nie rozumiem tego i nie zrozumiem nigdy!
             Sama nie wiem co mogłabym jeszcze na ten temat powiedzieć, ale chyba powiedziałam z grubsza to co myślę na ten temat. Pozostaję mi tylko odpowiedzieć na pytanie:
Nie to nie jest normalne, ale to nie znaczy, że możemy tych ludzi nazywać chorymi psychicznie. Oni po prostu potrzebują czyjejś pomocy, aby ktoś ich wysłuchał i pomógł. Nie możemy tak mówić, bo pogarszamy jeszcze bardziej ich stan psychiczny i możemy doprowadzić do ostatecznej tragedii. Osoby które to robią są normalne, ale o wiele bardziej wrażliwe na ten wewnętrzny ból i nie potrafią poradzić sobie same, dlatego trzeba im pomóc. Nigdy nie nazywajmy ich nienormalnymi! 
Moja ostatnia rada dla osób, które to robią : Pomyślcie o przyszłości. Kiedyś będziecie miały dzieci i co im wtedy powiecie? Co z waszym partnerem/partnerką? Czy nie będziecie się przed nimi wstydzić blizn? Czy przypominanie o tym dlaczego je macie nie będzie znów bolało? Czy nie lepiej jest poradzić sobie z problemami bez tego i pomyśleć, że w przyszłości będziecie szczęśliwi, a to że teraz dacie sobie radę to znaczy, że w przyszłości również poradzicie sobie z problemami. I pamiętajcie : po każdej burzy musi wyjść słońce.

                                                        - Agata

 PS. A jakie jest wasze zdanie na temat samookaleczenia się? Samobójstwa? Odpowiedzcie co o tym myślicie. Ciekawi mnie wasza opinia. Do zobaczenia :*



sobota, 8 października 2016

Czy to jest przyjaciel?

 Mój pierwszy temat jakiego się podejmuję może być trochę trudny, ale myślę, że nie będzie tragedii. No to zaczynam.

Temat przyjaźni bywa czasem bardzo radosny, ale może też wywoływać w nas ból. Wszystko zależy jaka ta nasza przyjaźń była. Ja chcę powiedzieć coś o swoich doświadczeniach i opisać jak dla mnie wygląda prawdziwa przyjaźń, a jak fałszywa. Myślę, że mogę coś na ten temat powiedzieć ponieważ przez całą trzecią klasę gimnazjum męczyłam się z fałszywymi przyjaciółkami. Zaczęło się od tego, że przyjaciółka, z którą znałam się od przedszkola obgadywała mnie u wszystkich i wyzywała od najgorszych. Dowiedziałam się o tym i wtedy strasznie się pokłóciłyśmy. Zerwałyśmy naszą przyjaźń, ale mnie to strasznie zabolało. Gdyby nie mój chłopak byłoby ze mną gorzej, ale to wydarzyło się jeszcze w drugiej klasie, a co do trzeciej to było o wiele gorzej. Okazało się, że żadna  z dziewczyn nie chciała ze mną rozmawiać oprócz jednej, która okazała się przyjaciółką. Unikały mnie i obgadywały, myśląc że o tym nie wiem. Na każdym kroku dogryzały mi i robiły wszystko, abym jeszcze bardziej cierpiała. Cieszyło je chyba to jak dużo płakałam i że nie dawałam sobie rady. Nie chcę się bardziej zagłębiać, co tam jeszcze się działo, ale nie obyło się bez hejtowania i wyzywania. Nie wytrzymywałam tego. Zaczęły się problemy ze zdrowiem, szczególnie tym psychicznym. Skończyło się nerwicą, atakami paniki i stanami lękowymi, które mam do dziś, ale to temat na inny dzień.

Wracając do tematu przyjaźni. Przeżyłam trzecią gimnazjum, pożegnałam się z nimi bez sentymentów i wyszłam z tamtej szkoły. Nie żałowałam tego i nie mam wyrzutów sumienia kiedy mijamy się bez słowa na ulicy w mieście. Nie ja zawiniłam. Uważały mnie za egoistkę to ich zdanie, ale nie pamiętają ile ja im pomagałam. Ile pomagałam tej mojej "przyjaciółce" od przedszkola. Wszystko poszło w nie pamięć, bo zaczęłam mówić co myślę i nie dawałam się już wykorzystywać. Wtedy zrozumiałam, że otaczali mnie fałszywi przyjaciele, a ja przez to zapomniałam ile jestem warta i nie mogę dawać się ranić. Nikomu nie życzę takiego doświadczenia, naprawdę!
Dobra już coś wiecie o mnie i mojej przeszłości. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Nie chciałam wchodzić za bardzo w szczegóły, bo byłoby to jeszcze gorsze, a ja nie chcę przypominać sobie tego wszystkiego. 
Może teraz coś milszego - ta prawdziwa przyjaźń. Jest świetnym uczuciem, bynajmniej dla mnie. Dobrze jest wiedzieć, że zawsze masz na kim się oprzeć, że możesz na tego kogoś zawsze liczyć i on nigdy cię nie zawiedzie. Piękne jest wiedzieć, że możesz zadzwonić o drugiej w nocy z płaczem i nerwami na cały świat, a on cię wysłucha, zrozumie i poradzi co powinnaś zrobić. Każdy potrzebuje kogoś kto da mu wsparcie, nadzieję gdy załamie mu się świat i będzie stał obok ciebie w najgorszych i najlepszych momentach. Tym kimś jest prawdziwy przyjaciel. On sprawi, że na twojej twarzy pojawi się szczery uśmiech, a ty znów zaczniesz wierzyć, że życie może być piękne. Taka osoba będzie z tobą robić największe przypały, będzie bronić cię przed wszystkimi innymi i zrobi wszystko, aby nikt cię nie skrzywdził. Kiedy będziesz krzyczeć na cały świat on będzie przy tobie i będzie krzyczał razem z tobą. Zawsze będziesz mógł przytulić się do niego i wypłakać cały twój ból. Nigdy nie będzie kazał ci wybierać pomiędzy sobą a kimś innym i nigdy nie wyjawi twoich sekretów! To jest prawdziwy przyjaciel!
Natomiast fałszywy przyjaciel będzie z tobą tylko w tych najlepszych chwilach. Nie będą obchodziły go twoje łzy i każe ci przestać histeryzować. Będzie cię obgadywał za twoimi plecami, aż ty w końcu się tego dowiesz. Będzie przy tobie kiedy będzie coś chciał, albo będzie miał w tym jakiś interes. Będzie cię olewał dla innych i nie będą obchodziły go twoje łzy. Ogólnie nie będzie go przy tobie kiedy będziesz go potrzebował, będzie cię obgadywał za plecami, nie będziesz mogła mu ufać i powierzać swoich tajemnic.
Spotkanie fałszywego przyjaciele może nas strasznie zaboleć i wpłynąć na nasze życie. Może nas strasznie zmienić i sprawić, że zamkniemy się w sobie. Warto jednak spotkać prawdziwego przyjaciela, bo on może nam pomóc i sprawić, że nasze rany nie będą aż tak boleć. Wiedząc, że mamy na kogo liczyć i komu się wyżalić jest nam łatwiej radzić sobie z problemami. 
               Mam też mały dodatek. Taki mały DEKALOG PRZYJAŹNI!

      1. Nigdy nie okłamuj przyjaciela swego.

      2. Nigdy nie wyjawiaj tajemnic przyjaciela twego.
      3. Zawsze pomagaj przyjacielowi swojemu.
      4. Nigdy nie olewaj przyjaciela swego.
      5. Zawsze wspieraj przyjaciela swego.
      6. Nigdy nie zostawiaj przyjaciela swego w potrzebie.
      7. Bądź wyrozumiały dla przyjaciela i zrozum go.
      8. Nigdy nie podrywaj partnera przyjaciela swego !
      9. Nigdy nie każ wybierać przyjacielowi twemu pomiędzy sobą a kimś innym.
     10. Przeproś przyjaciela, kiedy zranisz go lub zawiedziesz.

Więcej chyba już nic na ten temat nie mam do powiedzenia, ale życzę wam samych prawdziwych przyjaciół i żadnych fałszywych :*

Widzimy się przy kolejnym poście, a teraz czekam na wasze komentarze i opinie, co wy myślicie na temat przyjaźni i dekalogu, który wymyśliłam. Może macie własny? Podawajcie je i komentujcie :) Do zobaczeni :*

                        - Agata










piątek, 7 października 2016

Witam was moi mili!

             Wypadałoby się przedstawić na samym początku co nie? A więc zaczynam.
Mam na imię Agata, a to nie jest mój pierwszy blog. Wcześniej pisałam jednak głownie historie fantasy lub romans. Teraz jednak, chcę zacząć coś innego dlatego powstał ten blog. Będą tutaj różne posty o moich przemyśleniach, opiniach na temat książek czy filmów, a nawet moje opowiadania (krótkie). Mam nadzieję, że dzięki tej różnorodności nie zanudzę was i będziecie aktywnie komentować.
Wracając do mnie. Lubię tańczyć i śpiewać, ale kocham pisarstwo. Mam chłopaka, którego strasznie kocham <3 Co jeszcze mogę powiedzieć o sobie? Mam szesnaście lat i chodzę do klasy pierwszej technikum gastronomicznego i o dziwo lubię tą szkołę. Bardzo cieszę się z tej zmiany, bo po przejściach z gimnazjum nie chciałabym znowu przeżywać tego samego. Na szczęście puki co jest dobrze.
W wolnym czasie lubię pisać powieść nad którą obecnie pracuję i zamierzam ją kiedyś wydać oraz czytać książki. Najbardziej jednak lubię spędzać wolne chwilę z moim kochanym chłopakiem <3
Dalej? Może coś do prowadzenia bloga. Mam kilka zasad i informacji, które chcę podać, aby potem ich nie zapomnieć:
Po pierwsze - bardzo lubię kreatywnie komentarze i opinię innych osób, ale to nie znaczy, że będę znosiła zwykłe chamstwo. Co to to nie! Będę po prostu usuwać je i blokować autorów, a jeżeli to nie pomoże to zgłaszać odpowiednim organom. Nie pozwolę znowu mnie obrażać i nękać!
Po drugie - posty będę pojawiać się chociaż raz w tygodniu, chyba że wydarzy się coś ważnego i nie będę miała czasu. Będę jednak starała się o tym was informować.
Po trzecie - piszę już kilka lat, ale wciąż popełniam błędy, dlatego proszę o zwracanie mi na nie uwagi, ale nie musicie od razu być chamscy. Jednak krytykę na poziomie przyjmę bardzo chętnie!
Po czwarte - przemyślenia jakie będą się tutaj pojawiać to tylko moje zdanie. Każdy może mieć inną opinię i chętnie jej wysłucham.
Po piąte - wiem, że niektóre opowiadania, które będę wstawiać mogą być podobne do historii innych autorów, ale obiecuję wam, że ja nigdy nie kradnę pomysłów innych osób. Wszystkie, które pojawiać się będą na tym blogu są mojego autorstwa i wymyślone przez moją głowę!
Po szóste i chyba ostatnie - Nie wiem ile ten blog będzie istniał, ale mam nadzieję, że jak najdłużej, a was będzie jak najwięcej i będziecie aktywnie się tutaj udzielać.
Nie wiem co jeszcze mogę tutaj napisać. To pierwszy post i mam nadzieję, że was nie zniechęcił i będziecie tutaj zaglądać często, a teraz chyba do zobaczenia przy kolejnym poście :*
                                                                         - Agata